O autorze
Informatyk z duszą automaniaka zarażonego miłością do fotografii.. Samochód to dla mnie coś więcej niż kawałek pomalowanej blachy obutej w cztery koła. Pasja, odkrywanie nieodkrytego, dostrzeganie czegoś niewidocznego na pierwszy rzut oka i ten dreszcz emocji. Właśnie to mnie nakręca i sprawia, że z pozoru bezduszne auto może okazać się nad wyraz inspirującym i pasjonującym przedmiotem

Fajne czy dobre?

Renault Captur
Renault Captur
Pamiętacie jeden z pierwszych polskich serwisów społecznościowych Grono? Czy Nasza Klasa tez coś Wam mówi? Te popularne kiedyś masówki stają się dogorywającymi reliktami przeszłości. Obecnie na samym topie jest popularny ”fejs”. Jak się okazuje z motoryzacją jest bardzo podobnie.

Porównując facebooka do samochodów nie mam na myśli faktu, iż wielu producentów czterech kółek zaczyna integrować pokładowe systemy multimedialne z najbardziej popularnym serwisem społecznościowym. Nie chodzi mi również o to, że już niebawem za pośrednictwem jednego kliknięcia będziemy mogli pochwalić się całemu światu kiedy złapaliśmy gumę, jak długo tankowaliśmy paliwo czy ile złowrogiego Co2 nasze auto wypluło do atmosfery. Zestawiając ”fejsa” z czterema kółkami mam na myśli modę. Modę, która jest nieprzewidywalna i momentami bardzo zaskakująca.



Jeszcze do niedawna absolutnymi królami polowania w kategorii szpanu, lansu oraz grubości portfela były SUV-y. Posiadanie tego samochodu nie tylko zwiększało ego właściciela, ale także uświadamiało plebsowi jak bardzo ów właściciel dba o swój wizerunek. Wizerunek człowieka, nadążającego za trendami. Obecnie SUV-y nie robią już takiego zamieszania na ulicy a ich widok na stałe wbił się w motoryzacyjny krajobraz
.
Drugim przykładem przemijającej motoryzacyjnej mody są hybrydy. Do niedawna te ”zielone” samochody służyły tylko i wyłącznie do pokazywania światu jak bardzo zależy nam na naszej Matce Ziemi. Gwiazdy Holywood czy bardziej swojscy celebryci (wystarczy, że przytoczę pewien skrót: PSL) dzień za kierownicą Toyoty Prius uznawali za obowiązkowy element swojego PR-u. Jak jest teraz? Hybrydy przestały już być autami dla pozerów a ich coraz rozsądniej skalkulowane ceny pozwalają na walkę o klienta, który nie tylko chce być modny, ale także od czasu do czasu wpadnie na jakiś rozsądny pomysł.

Co zatem obecnie znajduje się na motoryzacyjnym modowym topie? Crossovery! Tak, crossovery czyli auta, które już z definicji są podejrzane. Czy słyszeliście kiedyś o lodówce z funkcją prania, grania w brydża oraz z umiejętnością puszczania latawców? Crossovery co prawda również nie potrafią wykonywać ww. czynności, ale przynajmniej z założenia powinny w bardzo udany sposób łączyć wiele różnych i czasami bardzo sprzecznych cech i robić to w bardzo efektowny sposób.

Ok, co do efektowności i robienia wrażenia trudno mieć wątpliwości. Wystarczy zajrzeć w pierwszy lepszy konfigurator producenta samochodów, który ma w swojej stajni szanownego crossovera . Milion kolorów lakieru, pół miliona wzorów felg, okleina w kwiatki, okleina w liście, okleina w kwadraty … Zgłupieć można! A wygląd zewnętrzny to dopiero początek. Idziemy dalej. Milion wzorów tapicerek, pół miliona kolorów obwódek nawiewów, naklejki na kierownice, naklejki na deskę rozdzielczą, system multimedialny rodem ze smartfona … Jeśli ktoś nie do końca ma sprecyzowane gusta motoryzacyjne podczas rozmowy z przedstawicielem handlowym na temat swojego wymarzonego crossovera może sobie postawić w salonie namiot.

Co prawda są na tym świecie producenci, którzy nie starają się robić ze swojego crossovera choinki Bożonarodzeniowej, ale chcąc być modni posiadają w swojej ofercie takie właśnie auto. Auto, które jest fajne, ale … no właśnie czy fajne zawsze musi oznaczać dobre? I w tym momencie przechodzimy do clou programu.

Odnoszę wrażenie, że co raz częściej zapominamy o podstawowych cechach samochodu. Zamiast zastanawiać się jak jeździ, jaką daje przyjemność z owej jazdy i czy zmieścimy do bagażnika coś więcej niż torbę na laptopa zastanawiamy się nad wyborem koloru dachu. Takie zachowanie nakręca producentów, którzy nigdy nie zrobią w swoich salonach dwóch oddzielnych sal z samochodami fajnymi oraz z samochodami dobrymi.

Dziś na topie jest ”fajność”. Facebook i crossovery są fajne. Chciałoby się nawet rzec ”lubię to”. Tylko czy coś co jest fajne może być także dobre? Ważne, że da się na tym zarobić

Co będzie następne? Niestety tego nie wiem. Zresztą gdybym to wiedział zapewne znali już byście moje nazwisko chociażby z listy najbogatszych Polaków a jednymi z moich znajomymi na ”fejsie” byliby Ci, których wypada znać.
Trwa ładowanie komentarzy...